Artykuły
Bus pełen darów
Autor: WALENTY STEĆ, WANDA JAKIMKO.
Po raz ósmy (od 1999 roku) Święty Mikołaj z Prudnika dotarł 6 grudnia do kościoła rzymsko-katolickiego pw. NMP w Nadwórnej (Nadwirna) z darami świątecznymi od mieszkańców powiatu prudnickiego. W tym roku był on wyjątkowo bogaty. Oprócz towarów spożywczych w paczkach znalazły się słodycze, puszki ananasów, bakalie i wszystko to, co potrzebne na wigilijny stół.
A wszystko to dzięki ludziom wielkiego serca - dzieciom i młodzieży! W naszej akcji udział wzięły prudnickie szkoły (nr 2, 3 i 4), z Szybowic, Rudziczki, Dytmarowa, Białej (szkoła podstawowa i liceum ogólnokształcące), Twardawy, Szonowa, Grabiny i Pogórza oraz Gimnazjum nr 1 w Prudniku. Ciastka otrzymaliśmy z ZPC "Piast" z Głogówka.
Akcję zbiórki pieniędzy zorganizowało Towarzystwo Miłośników Lwowa, społeczeństwo Czyżowic (akcją kierowała sołtys Alicja Zawiślak) oraz wiele osób prywatnych z Prudnika i Opola.
Pomógł nam Jan Dolny z Hamburga, który przekazał słodycze i pieniądze i zamierza w przyszłości jechać z nami do Nadwórnej. Z apteki "Optima" otrzymaliśmy różnego rodzaju medykamenty, za które również serdecznie dziękujemy.
W czasie koncertu charytatywnego zebraliśmy 890 zł. I tak dzięki życzliwości burmistrza Zenona Kowalczyka, który od początku patronował naszym poczynaniom, nowego burmistrza - Franciszka Fejdycha, zaangażowaniu Danusi Rzeszutko, która dbała o to, by nasz przejazd po terytorium Ukrainy był bezproblemowy (pisma od konsula Ukrainy) nasz wyjazd doszedł do skutku.
Wyruszyliśmy busem OSiR-u (kierowca Jerzy Gajda) 5 grudnia o godz. 19. 00. Towarzyszyli nam: Ludmiła Lisowska - dyrektor Publicznego Gimnazjum nr 1 w Prudniku oraz Jan Poniatyszyn - redaktor Radia Opole.
Na granicy byliśmy ok. godz. 5.00, zanosiło się na dłuższe stanie w kolejce do odprawy paszportowej. Jednak widok opolskich mediów i siła przekonywania Janka Poniatyszyna utorowały nam drogę do przodu (czekaliśmy 1. godzinę). Zaskoczeniem była dla nas pusta granica ukraińska. Pouczono nas, że nie wolno już wozić bez odprawy celnej słodyczy. Po raz ostatni zezwolono nam jechać dalej (stwierdzenie ukraińskiego celnika).
Już o godz. 9.00 byliśmy na miejscu. Siostra Annetta zadbała o nasze żołądki. Towar zostawiliśmy u sióstr felicjanek, a sami udaliśmy się na miejsce naszego postoju do Niny Korytan.
Po południu do kościoła przyszedł Św. Mikołaj, uginając się pod ciężarem ogromnego wora. Ksiądz Andrzej nie zdradził swym parafianom, że i w tym roku przyjadą do nich dary z Polski. Zaskoczenie było wielkie, dla każdego Św. Mikołaj miał podarunek. Ksiądz Andrzej otrzymał również wspaniały prezent, który Mikołaj przywiózł od księdza Józefa Wojtaska z Moszczanki. Łzy radości w oczach tych ludzi były największą nagrodą za zmęczenie i trudy podróży.
Każdy z nas miał jeszcze wiele spraw do załatwienia. Pani dyrektor -wizytę w partnerskiej szkole i podpisanie porozumienia o dalszej na trzy lata współpracy szkół. Wraz z redaktorem
Poniatyszynem szukała śladów swego ojca w Witkowie (tam mieszkał i pracował). Spotkała się też ze swoją rodziną mieszkającą w Nadwórnej. Ja poszukiwałam miejsca na wypoczynek letni dzieci w ramach programu Uniwersytetu w Kolonii "Kinder ohne Grenzen".
Wielkie wrażenie zrobiła na nas wizyta w mieszkaniu Babci Musi (Janiny Witwickiej), której Grażyna Trepa od kilku lat wysyła paczki na święta. I znów łzy przeplatają się z modlitwą, i te słowa staruszkia ktor Polki: "Jacy to ludzie w Polsce dobrzy, że o nas pamiętają". Pamiętam jak pierwszy raz do Nadwórnej przyjechał Święty Mikołaj z Prudnika.
Babcia Musia, trzymając siatkę ze skromnymi wówczas darami podeszła do mnie prosząc jeszcze o 2. hrywnie na bochenek chleba.
Spotkaliśmy się też w merostwie z radnymi. Walek Steć na sesji Rady Miejskiej przekazał merowi i radnym pozdrowienia od burmistrza Franciszka Fejdycha i jego zapewnienie o kontynuacji dalszej współpracy między naszymi miastami.
Jeszcze tylko wizyta w nadwirniańskich mediach: spotkanie w telewizji, wywiad do prasy i radia - i już możemy jechać do domu. Przed samym wyjazdem mer miasta Zinowij Andrijowycz wręczył nam podziękowania dla Zenona Kowalczyka za wieloletnią współpracę. W Nadwórnej pamiętają o tym, że to właśnie burmistrz Kowalczyk podpisał partnerstwo między naszymi miastami. Mer przekazał również gratulacje dla nowego burmistrza Franciszka Fejdycha.
Z Nadwórną żegnaliśmy się z żalem, zabraliśmy listy dla kolegów w Prudniku. Krótki postój w Stanisławowie, Władysław Karpiński wraz z żoną już czekali na nas. Przekazaliśmy im paczki od Grażyny Drohomireckiej i Urszuli Kruk. Tym razem pojechaliśmy na przejście graniczne w Krakowcu-Korczowej. I pech... Kolejka kilkukilometrowa, zanosiło się na 8 - 10 godzin stania. Pomogło nam pismo z konsulatu i czekaliśmy "tylko" 3 godziny.
Zmęczeni, ale szczęśliwi, że już w Polsce, po 3. dniach wróciliśmy do domów.Powrót do wyboru artykułu +
Komentarze