Artykuły
Tragedia na przejeździe kolejowym
Autor: STANISŁAW STADNICKI.
Nie mieli żadnych szans. Pędzący kilkusettonowy pociąg pojawił się na przejeździe kolejowym jak grom z jasnego nieba. Doszło do zderzenia i wypadku, który jak się później okazało był najtragiczniejszym wypadkiem kolejowym ziemi prudnickiej. Dziś przypominamy szczegółowo wydarzenia sprzed prawie 25 lat.
Był luty 1985 roku, niedziela. Okoliczni mieszkańcy do dziś pamiętają tamten dzień, a dokładniej pogodę jaka wówczas panowała. Nad ziemię prudnicką nadciągnęła niespotykana, potężna śnieżyca ograniczająca widoczność "do jednego metra". Większość mieszkańców szykowało się by zdążyć na poranną mszę do kościoła, ale troje pracowników Rolniczej Spółdzielni Produkcyjnej Jasiona (mieszkańców Dytmarowa) z samego rana udało się do obory znajdującej się w miejscowości Laskowice. Byli to dwaj mężczyźni i jedna kobieta. Zadaniem kobiety było wydojenie krów, a mężczyźni mieli nakarmić bydło. Po zakończeniu pracy wsiedli do ciągnika nazywanego popularnie "sześćdziesiątką" i udali się w drogę powrotną do swojej miejscowości. Na ich trasie znajdował się przejazd kolejowy przy stacji kolejowej Dytmarów.
W tym samym czasie w Racławicach Śląskich zatrzymał się dalekobieżny pociąg relacji Katowice-Legnica prowadzony największym polskim parowozem pośpiesznym serii Pt47 (nazywanym popularnie "petą" lub "petuchą"). Duma polskiej kolei obsługiwała tylko renomowane połączenia międzywojewódzkie na liniach magistralnych. Masa tej lokomotywy przekraczała 100 ton, długość z tendrem 24 metry, a prędkość jaką osiągała dochodziła do 110km/h. Dyżurny stacji w Racławicach po upewnieniu się, że wszyscy pasażerowie wsiedli już do pociągu zmierzającego do Legnicy wydał zgodę na odjazd. Przekazał też wiadomość do stacji Prudnik, że skład jest już w drodze oraz do dróżnika przejazdowego w Dytmarowie by ten opuścił rogatki. Następną stacją, na której zaplanowano postój był Prudnik, a przez Dytmarów pociąg miał przejechać z największą dopuszczalną prędkością bez zatrzymywania.
Tuż za stacją Racławice w kierunku Prudnika rozpoczyna się dość długie wzniesienie. Pociąg pokonuje je z wielkim trudem stopniowo nabierając prędkości. Mniej więcej na wysokości Szwedzkiego Słupa, w połowie drogi między Racławicami a Dytmarowem znajduje się szczyt wzniesienia, gdzie później torowisko schodzi już na dół. W tym miejscu pociągi bardzo szybko nabierają rozkładowej prędkości i niezwykle trudno jest je zatrzymać.
Kiedy pociąg był już na szlaku, a dróżnik przejazdowy w Dytmarowie zdążył opuścić szlabany, do stacji dojechał ciągnik z wracającymi pracownikami spółdzielni. Prosili oni by podniesiono rogatki. Z niewyjaśnionych przyczyn dróżnik (mieszkaniec Prudnika) podniósł je. Zrobił to mimo, że wiedział o zbliżającym się pociągu. Przypuszczalnie dróżnik siedzący w malutkim budynku stacyjnym podniósł szlabany dlatego, iż uznał, że pociąg jest daleko, a ciągnik zdąży przejechać.
Obszar w pobliżu stacji Dytmarów jest terenem otwartym. Zbliżający się pociąg widać z daleka, a słychać go na kilka minut przed przyjazdem. Dróżnik skupił się pewnie na dźwiękach jakie wydaje parowóz, ponieważ pociągu i tak nie dałoby się zobaczyć. Nic nie słysząc podniósł szlabany. Nie wziął pod uwagę, że w czasie panującej śnieżycy wiał tak mocny i gwiżdżący wiatr, że zagłuszył odgłos zbliżającej się lokomotywy.
Rogatki zostały podniesione, a ciągnik z pracownikami spółdzielni wjechał na tory. W tym samym momencie mknący z prędkością 100km/h parowóz zjawił się jak grom z jasnego nieba.
Doszło do zderzenia. Części ciągnika zostały odrzucone na kilkaset merów, ale pociąg bez zatrzymywania jechał dalej. Śnieżyca do tego stopnia ograniczała widoczność, że maszynista prowadzący lokomotywę nawet nie poczuł, że jego parowóz w coś uderzył. Skład zatrzymał się dopiero w Prudniku. Symbolem wypadku była zwisająca na przedzie lokomotywy torba z ubraniami jaka musiała przyczepić się zaraz po uderzeniu. Obsługa pociągu zorientowała się, że doszło do tragedii. Natychmiast sprawdzali, co jest pod parowozem, ale nic nie znaleźli. Zwisająca torba oraz pewnie ślady krwi świadczyły o tym, że między Racławicami, a Prudnikiem coś musiało się wydarzyć. Natychmiast podjęto działania zmierzające do ustalenia w co i gdzie uderzył parowóz?
W wypadku zginął kierowca oraz jedyna podróżująca kobieta. Nie mieli żadnych szans. W ciągniku, który uległ zderzeniu z boku kierowcy po jego prawej stronie znajdowały się urządzenia hydrauliczne, a po prawej wolna przestrzeń i często siedzisko. Żeby kobiecie było wygodnej usiadła z lewej strony kierowcy. Właśnie z tej strony w ciągnik uderzyła lokomotywa. Prawdopodobnie zabrakło dosłownie sekund, by ciągnik zdążył przejechać przez feralny tor. Lokomotywa musiała uderzyć w tył lewej strony pojazdu, ponieważ osoba siedząca z prawej strony w wyniku uderzenia została wyrzucona aż za płot znajdujący się za torowiskiem. To właśnie drugi mężczyzna siedzący z boku cudem przeżył, ale jeszcze bardzo długo po tym wypadku przeleżał w śpiączce. Kilka lat później zmarł. Umierająca kobieta pozostawiła dwoje małych dzieci, których los późnej nie oszczędzał. Kierowca w niedalekiej przyszłości miał zostać dziadkiem. Kupił łóżeczko i wózek, ale nie doczekał się narodzin wnuka.
Trudno sobie wyobrazić ostatnie chwile życia ofiar wypadku. Masa pędzącego pociągu (lokomotywa plus wagony) mogła wynosić nawet 500 ton. Żaden pojazd w przypadku zderzenia z pociągiem, którego prędkość w tym miejscu wynosiła 100km/h nie miał żadnych szans. Kierowca oraz kobieta zginęli pewnie natychmiast. Nawet nie byli świadomi tego, co się stało. O wielkim szczęściu może mówić mężczyzna, który przeżył.
Mieszkańcy, którzy znali kierowcę ciągnika wspomnieli, że przed tym wydarzeniem mówił, iż już wielokrotnie ryzykował przejeżdżając przez przejazd kolejowy tuż przed pędzącym pociągiem i miał szczęście. Powiedział jednak wtedy, że "kiedyś mu się nie uda".
Dróżnik pracujący w Dytmarowie został natychmiast aresztowany i skazany. W więzieniu spędził kilka lat. Zwolniono go z powodu złego stanu zdrowia. Co dzieje się z nim obecnie tego nie wiadomo. Jego wina była bezsprzeczna, a podniesienie szlabanów było posłaniem na pewną śmierć osób znajdujących się w ciągniku. Można sobie tylko wyobrazić, co czuł dróżnik widząc jak lokomotywa z potworną siłą uderza w ciągnik rozrzucając jego części po okolicy.
W miejscu tragedii dziś nie znajduje się żaden krzyż upamiętniający zmarłych. Wiemy o niej tylko, dlatego, że wydarzenia z niedzieli roku 1985 utkwiły w pamięci okolicznych mieszkańców. Z chwilą, gdy parowóz uderzył w ciągnik tragedia się nie zakończyła, ale na dobrą sprawę zaczęła i trwała jeszcze bardzo długo, dlatego przejeżdżając przez przejazd kolejowy na stacji Dytmarów pamiętajmy o zmarłych w tym miejscu i ich rodzinach.
Pozostałe wypadki
kolejowe powiatu
prudnickiego
W 130-letniej historii kolejnictwa ziemi prudnickiej dochodziło do wielu wypadków. W latach 60. XX w. na stacji Racławice Śląskie zginął lekarz. Jechał samochodem od strony Laskowic. Nie zapanował nad pojazdem w miejscu gdzie szosa przechodzi nad torowiskiem i spadł 10 metrów w dół na tory ginąc na miejscu.
W miejscu gdzie obecnie rozpoczyna się obwodnica Lubrzy i Prudnika jest przejazd kolejowy krzyżujący się z drogą prowadzącą do Skrzypca. Kilka lat wcześniej utknęła na nim ciężarówka. W tym momencie pojawił się pociąg. Kierowca ciężarówki został w kabinie, ale pasażer zdołał wybiec. Pechowo pociąg uderzając w ciężarówkę zgniótł ją tak, że kierowca znajdujący się w kabinie przeżył, a osoba będąca na zewnątrz została zmiażdżona i to ona zginęła.
W ubiegłym roku listonoszka wracająca z pracy w pobliżu Twardawy wjechała na przejeździe kolejowym wprost pod nadjeżdżający pociąg relacji Kędzierzyn-Koźle - Nysa.
To nie wszystkie ofiary śmiertelne, ponieważ tych począwszy od samobójców do przypadkowych ofiar ginących na torach jest bardzo dużo. Nigdy jednak nie było tak, że winę za wypadek ponosiła obsługa pociągu. Oni też po części byli ofiarami, ponieważ nie mieli żadnych szans by w porę szybko zatrzymać potężne maszyny i im przyszło żyć z świadomością, że pod ich pociągami ginęli ludzie. Polecamy teksty na podobny temat
Kategoria: Z archiwum odkrywcy
Kategoria: Wypadki
Powrót do wyboru artykułu +
Komentarze