Artykuły
Que la Belgique creve
Autor: STANISŁAW STAROSOLSKI.
Trwający ponad pół roku (192 dni) kryzys rządowy w Belgii wywołał duże zaniepokojenie w krajach należących do Unii Europejskiej, ponieważ stolica tego kraju, Bruksela jest także sercem zjednoczonej Europy. To tutaj mają swoje siedziby: Rada Unii Europejskiej, czyli unijny rząd, Parlament Europejski, Komisja Europejska oraz sztab główny NATO.
Co spowodowało więc tak dramatyczną sytuację grożącą nawet rozpadem tego małego kraju o niespełna dwustuletniej historii? Wydaje się, że głównym źródłem konfliktu jest rywalizacja między zamieszkującymi północną część Belgii Flamandami a mieszkającymi na południu Walonami.
Pod względem administracyjnym Belgia składa się z trzech regionów: Flandrii, Walonii i Brukseli, która jest nie tylko stolicą ale wraz z podmiejskimi dzielnicami tworzy osobny region. W odróżnieniu od Flandrii, której mieszkańcy używają języka flamandzkiego i francuskojęzycznej Walonii, Bruksela jest dwujęzyczna. Każdy region ma swój parlament i rząd. Nad nimi jest rząd i parlament federalny, gwarantem porządku konstytucyjnego jest król ale jego wpływ na życie polityczne jest znikomy.
Słabo rozwinięta w porównaniu do Walonii Flandria, po drugiej wojnie światowej przeżyła boom gospodarczy. Na jej terenie powstały fabryki samochodów należące do Opla, Audi, Volvo, rozwinął się przemysł farmaceutyczny produkujący leki o zaawansowanej technologii (Jassen), zakłady AGFA-Bievert (konkurent Kodaka). Na terenie Flandrii znajduje się również największe miasto Belgii Anvers będące jednocześnie portem odgrywającym strategiczną rolę w handlu belgijskim, nie wspominając o słynącej z handlu diamentami Antwerpii, uważanej obecnie za najbogatsze miasto świata.
Obok różnic w rozwoju gospodarczym, kolejna przyczyna konfliktu tkwi w preferowaniu języka francuskiego przez pierwsze lata niepodległego państwa, dopiero na początku XX wieku flamandzki został uznany za drugi język oficjalny Królestwa Belgii. Flamandowie do dzisiaj pamiętają o dużej liczbie rekrutów pochodzących z chłopskich rodzin, którzy zginęli w czasie pierwszej wojny światowej tylko dlatego, że nie rozumieli wydawanych do nich komend w języku francuskim. W tym czasie we Flandrii językiem francuskim posługiwało się tylko mieszczaństwo i szlachta.
Flamandowie nadal są przywiązani do ziemi, języka i katolicyzmu, podczas gdy Walończycy są bardziej kosmopolitami i odchodzą od tradycji. Jest to kolejna dzieląca ich różnica.
Po drugiej wojnie światowej przeważający liczebnie Flamandowie zaczęli stosować politykę, którą śmiało można nazwać aparthaidem. W 1968 roku na Uniwersytecie Leuven pod hasłem Walen Boiten (Waloni do domu) wyrzucono francuskojęzycznych wykładowców i studentów. Obecnie we flamandzkich dzielnicach Brukseli nie wolno używać języka francuskiego na posiedzeniach rad gmin i nie można kupić tam ziemi, jeśli nie zna się języka flamandzkiego. Także autobusy, które przejeżdżają z francuskojęzycznej Walonii do Flandrii narażone są na grzywny, jeżeli nazwa miasta docelowego napisana jest w języku francuskim.
Utworzenie rządu tymczasowego 19 grudnia zeszłego roku było możliwe dopiero po przyłączeniu do Flandrii jednej z gmin należących do regionu Brukseli - Brussels-Hal-Vilvorde. Najbardziej radyklane stanowisko zajmuje nacjonalistyczna partia Vlaams Belang, która za główny cel postawiła sobie utworzenie niezależnego państwa flandryjskiego. Jej hasło to: QUE LA BELGIQUE CREVE! (Niech Belgia zdechnie). Powołują się na przykład podziału Czechosłowacji, gdzie dwa oddzielone państwa dobrze funkcjonują.
Na koniec jeszcze może uwaga, że mimo tego konfliktu Belgia jest państwem, które warto jest odwiedzić i to nie tylko dlatego, że jest ojczyzną frytek i gofrów i można się tam napić 550 gatunków piwa.
-------------------------------
Stanisław Starosolski
mieszka w Moszczance. Dużo jednak podróżuje, czasami przebywając za granicą przez dłuższy czas. Kiedyś był nawet świeckim misjonarzem w Kamerunie, gdzie pomagał wprowadzić nowocześniejsze sposoby uprawy ziemi. O swoich wrażeniach opowiadał podczas otwarcia wystawy eksponatów przywiezionych z Afryki podczas Dni Kultury Chrześcijańskiej w Moszczance. W "Tygodniku Prudnickim" prezentowaliśmy również jego relację z wyprawy rowerowej po Palestynie. Teraz przyszedł czas na Europę Zachodnią. Stanisław Starosolski dłuższy czas przebywał w Paryżu. Teraz jest w Libramont w Belgii. Podczas wizyty w redakcji powiedział: - Wszystkim Belgia kojarzy się z Brukselą, symbolem integracji europejskiej. Tymczasem jest to kraj w którym są olbrzymie różnice w życiu, obyczajach, kulturze poszczególnych regionów. Stanisław Starosolski poznaje wiele ciekawych miejsc i ludzi, obiecuje, że postara się co jakiś czas przywozić relacje dla naszych czytelników.Polecamy teksty na podobny temat
Kategoria: Wędrowiec - dodatek turystyczny
Powrót do wyboru artykułu +
Komentarze