Artykuły
Cmentarz opowiada naszą historię
Autor: Andrzej Dereń.
Publikacja: Wtorek, 1 - Listopad 2016r. , godz.: 11:56
Listopad to miesiąc, w którym częściej niż zwykle odwiedzamy cmentarze. To wyjątkowe miejsca w naszej kulturze, dla jednych brama między tym, co doczesne, a tym co dalej, dla innych materialny dowód na to, że wszystko ma swój koniec. Cmentarze nastrajają do zadumy i refleksji, z gruntu są smutnymi miejscami. Nie można jednak nie dostrzec ich piękna i świadectw przeszłości. Cmentarze są obrazem lokalnej społeczności, jej tradycji, szacunku dla przeszłości i również dbałości o to, jak wyglądają tu i teraz. Wreszcie cmentarze skrywają tajemnice i symbole. Można stanąć przed niejednym grobem i opowiedzieć historię życia człowieka pięknego w swoich czynach, ale też żywot nikczemnika.
Oto na prudnickim cmentarzu mam okazały grobowiec niemieckiego burmistrza Paula Lange. To stary pomnik, gdyby nie jasne odciski po wyrwanych po wojnie miedzianych (?) literach, nie byłoby wiadomo, że to jego grób. Łysawemu panu w okrągłych okularach przypadła przykra konieczność zarządzania miastem w czasach I wojny światowej. Choć miał wielkie zasługi w dziele pomocy mieszkańcom, to dziś kojarzymy go z turystyką, schroniskiem na Biskupiej Kopie, leśnym placem jego imienia w tamtych okolicach i wiekowym dębem w drodze na Kapliczną Górę, w którym odkryto butelkę – kapsułę czasu z dokumentem przez niego podpisanym. Pomnik ofiar „marszu śmierci” to dramat więźniów oświęcimskich, których bestialsko mordowali niemieccy oprawcy, ewakuując z obozów na wschodzie. Żeliwny pomnik Mariana Nowaka budzi słuszną grozę. Andrzej Pajor, wspaniały pedagog z prudnickiego liceum, pierwszy, historyczny przewodniczący Rady Miejskiej wybranej w pełni demokratycznych wyborach. Jego współpracownicy i uczniowie do dziś wspominają go bardzo ciepło w niezliczonych anegdotach. Dwie zagadkowe figury św. Jakuba Starszego i św. Jana Nepomucena stały kiedyś przed bramą główną cmentarza, choć i to nie jest ich pierwotne miejsce. XVIII-wieczne posągi znajdowały się bowiem do połowy XIX w. na moście na ul. Batorego. Jeszcze bardziej tajemnicze są płyty herbowe w ich cokołach, upamiętniające Johanna Friedricha Carla Frischke von Fürstenmühl, miejskiego fizyka (lekarza; zm. 1728), które trafiły tu prawdopodobnie ze ścian burzonego kościoła pokapucyńskiego, stojącego do początków XX w. nieopodal willi Hermanna Fränkla. Pomnik Sybiraków przy głównej alei cmentarnej – świadectwo niewyobrażalnego cierpienia tysięcy Polaków, z których tylko niewielu udało się wrócić do Polski i osiedlić między innymi na ziemi prudnickiej. Prudniczanka Jadwiga Osiecka na łamach „Tygodnika Prudnickiego” opowiedziała swoją dramatyczną historię zesłania do piekła rosyjskich oprawców.
Takich historii z cmentarza jest mnóstwo. Właściwie kryją się za każdy grobem, imieniem i nazwiskiem zmarłego. Dziś i jutro będziemy o nich myśleć, wspominać, prosić o wstawiennictwo św. Jakuba i św. Jana, modlić się o zbawienie duszy naszych przodków.
Powrót do wyboru artykułu +
Komentarze