Artykuły
Odnaleźli same szczątki
Autor: DAMIAN WICHER.
Publikacja: Środa, 23 - Lipiec 2014r. , godz.: 15:00
Poszukiwany przez prawie 3 lata Henryk Żak jednak nie żyje. Tajemnica zaginięcia 61-latka wyjaśniła się przypadkowo.
Mieszkający samotnie w Niemysłowicach mężczyzna ostatni raz żywy widziany był w połowie lipca 2011 roku. Jego zaginięcie zgłosiło rodzeństwo, zaniepokojone m.in. sygnałami od miejscowego listonosza, który od kilku dni nie mógł spotkać pana Henryka. Mimo żmudnych, zakrojonych na szeroką skalę poszukiwań nie udało się natrafić na jakikolwiek ślad. Mundurowi przeczesali pola, łąki i tereny leśne. Sprawdzili także staw w Niemysłowicach, choć nie zdecydowano się na spuszczenie wody ze względu na wysokie koszty. 14 marca tego roku nastąpił przełom w sprawie.
- W tak zwanym lesie niemysłowickim policjanci natrafili na leżące w niewielkiej odległości od siebie dwa buty częściowo pokryte zielonym nalotem. Z butów tych wystawały skarpetki ? opowiada dla "Tygodnika Prudnickiego" prokurator rejonowy Jacek Placzek. - W pobliżu ujawniono również ludzkie szczątki - czaszkę, kości. Część została już rozwleczona przez leśną zwierzynę.
Funkcjonariusze, którzy dokonali makabrycznego odkrycia, prowadzili w tym miejscu czynności do zupełnie innej sprawy. Prokuratura poleciła zabezpieczyć znalezisko, powołała też ekspertów ze specjalistycznych ośrodków. W prosektorium, w wyniku mozolnej pracy, udało się zrekonstruować szkielet.
- Biegły, który przeprowadził sekcję zwłok, stwierdził, że zmarły mężczyzna doznał za życia złamania następujących kości: nosowej, piszczelowej i potylicznej. Wskazał przy tym, że może to być cecha identyfikacyjna.
- Zgadza się, brat miał coś z nosem ? potwierdza w rozmowie z naszą gazetą Maria Lorenc.
Badanie porównawcze DNA kości z materiałem pobranym od matki zaginionego w 99,999 proc. potwierdziło, że Henryk Żak jest synem Emilii Żak. Tyle że zgodnie z wymogami komisji genetyki sądowej Polskiego Towarzystwa Medycyny Sądowej i Kryminologii uzyskane prawdopodobieństwo macierzystwa jest niewystarczające do jego potwierdzenia. Przeprowadzono więc dodatkowe, bardziej precyzyjne analizy
- Wynika z nich, że pochodzenie próbek z tej samej linii matczynej jest ponad 26 tysięcy razy bardziej prawdopodobne niż pochodzenie tych próbek z różnych linii matczynych. Mamy więc praktycznie stuprocentową pewność - podkreśla Jacek Placzek.
W międzyczasie prokurator wydał zgodę na pochowanie szczątków jako NN. Zajęła się tym gmina.
- Postępowanie prowadzone w tej sprawie zostało umorzone wobec braku znamion czynu zabronionego. Nie ma żadnych dowodów, że do śmierci zaginionego mężczyzny przyczyniły się osoby trzecie - informuje szef prudnickiej prokuratury.
Zmarły trudnił się wyrobem mioteł z gałęzi. Las był, można rzec, jego drugim domem. Mężczyzna był po wylewie, który wywołał u niego paraliż lewej ręki i niewielkie problemy z mową. Cierpiał także na padaczkę alkoholową.
- Cała nasza rodzina ma żal do policji. Nie wiem jak oni prowadzili poszukiwania, że nie odnaleźli ciała, czy w ogóle byli w tym miejscu i przeczesali ten teren? A może zrobili to niedokładnie? Bratu życia by nie przywrócili, ale przynajmniej my bylibyśmy spokojniejsi, moglibyśmy zapalić świeczkę na grobie Heńka, pomodlić się przy nim, dać na mszę za niego. Te trzy lata były dla nas bardzo ciężkie, człowiekowi różne myśli przychodziły do głowy. Lepiej znać najgorszą prawdę niż nie wiedzieć nic, proszę mi wierzyć. Ja od samego początku czułam, że brat nie żyje. Znając jego charakter, wiedziałam, że on by do nikogo nie poszedł mieszkać. Nie wiedziałam tylko, co się stało, ludzie we wsi plotkowali, że taki jeden jego kolega mógł mu krzywdę wyrządzić, policjanci nawet go kilka razy na przesłuchanie zabierali.
Krewni Henryka Żaka szukali pomocy niemal wszędzie, zwracali się do ogólnopolskich stacji telewizyjnych, które prowadzą programy o osobach zaginionych, byli także u znanego w kraju jasnowidza.
- Pan Jackowski od razu nam powiedział, że nasz brat niestety nie żyje. Że źle się poczuł, zasłabł i zmarł. Był tego pewny na 100 procent. Wskazał, że zwłoki znajdują się w zaroślach na podmokłym terenie. Okazuje się, że miał rację! Ja wierzę takim ludziom. Wtedy była mowa o stawie, ale to my tak pomyśleliśmy, sugerując się rosnącymi dookoła akwenu trzcinami - kontynuuje pani Maria. - Ponieważ działania policji nie przynosiły rezultatu, chciałam sprowadzić pana Jackowskiego na miejsce, on by mi brata na pewno znalazł, ale raz, że nie miałam na tyle pieniędzy, dwa ? kiedy z nim o tym rozmawiałam, on stwierdził, że nie ma takiej potrzeby. Wy go tam znajdziecie. On tam na sto procent jest ? zapewniał mnie jasnowidz.
Pani Maria żywi także żal do tych, którzy wydali decyzję o pochówku szczątków Henryka Żaka jako NN.
- Pochówek miał miejsce 30 maja, a w połowie czerwca przyszły wyniki badań DNA. Skoro czekano z tym od 14 marca, kiedy odnaleziono zwłoki, to można chyba było zaczekać jeszcze 2 tygodnie? Przecież podejrzewali czyje to mogą być szczątki, wiedzieli pod czyim kątem robione są badania. Zostaliśmy tylko narażeni na koszty, bo żeby teraz przenieść brata do grobu ojca w Niemysłowicach, będziemy musieli zapłacić za ekshumację. Na dodatek musimy z tym czekać do października (prawo dopuszcza ekshumację zwłok w okresie od 16 października do 15 kwietnia - przyp. red.).
Pochówek firmie pogrzebowej zlecił z ramienia gminy Ośrodek Pomocy Społecznej w Prudniku. Kierownik Tadeusz Chrobak wyjaśnia, że urzędnicy nie mieli tu nic do powiedzenia.
- To prokuratura nam wydała polecenie przeprowadzenia pochówku. My nie jesteśmy informowani o wynikach śledztwa.
- Dopóki nie poznaliśmy wyników badań DNA (nie było wiadomo kiedy nadejdą), myśmy tylko domniemywali do kogo należą odnalezione szczątki, nie można było wtedy wykluczyć niczego - wyjaśnia prokurator Placzek. - Szczątki ludzkie należy pochować niezwłocznie, i tak w tym przypadku postąpiono, to nie jest rzecz, którą można odłożyć na półkę w magazynie, należy im się szacunek. Pochówek został przeprowadzony na koszt państwa. Powrót do wyboru artykułu +
Komentarze