Protokół nie powinien pozostawiać żadnych wątpliwości.
Wydział Gier i Dyscypliny Polskiego Związku Koszykówki pozbawił koszykarzy Pogoni zwycięstwa nad AZS-em Opole i dwóch punktów
w tabeli. Powód - zaniedbania… sędziów i komisarza!
Decyzja ta zakrawa na kpiny i skandal grubymi nićmi szyty. Sternicy związku ukarali walkowerem klub z Prudnika za uczestnictwo w meczu derbowym Szymona Kuci, który rzekomo miał na koncie trzy przewinienia technicznie i zgodnie z regulaminem powinien pauzować. Trzeciego „dacha” nasz skrzydłowy otrzymał ponoć w pojedynku z KKS-em Siechnice. Sęk jednak w tym, że w protokole parafowanym przez sędziego głównego i komisarza owych zawodów Ryszarda Trojanowskiego, w rubryce uwagi, czytelnie widnieje: zawodnik z nr 7 Wojciech Suprun z drużyny gospodarzy został ukarany przewinieniem technicznym. O Kuci nie ma ani słowa!
- Komisarz dokonał adnotację niezgodną z tym, co było w protokole, który zresztą sam podpisał. Na podstawie jego jakichś zapisków, które następnie dotarły do PZKosz, niesłusznie odebrano nam dwa punkty. Dlaczego mamy cierpieć za czyjś błąd? - denerwuje się dyrektor Pogoni Piotr Kranczoch.
Do komisji odwoławczej przy PZKosz wysłano już protest.
- Jedynym dokumentem przy rozstrzyganiu tego typu sporów jest protokół z meczu. A ten ewidentnie przemawia za racją Pogoni. Sprawa powinna zakończy się po myśli klubu. Nie widzę innej możliwości – mówi naszej gazecie członek terenowy struktur PZKosz, prosząc, z wiadomych względów, o anonimowość.
Jarosław Nowak, przewodniczący WGiD w rozmowie z „Tygodnikiem Prudnickim” nie potrafił w racjonalny sposób wytłumaczyć decyzji organu, którym kieruje. Po wielu próbach udało nam się skontaktować również z komisarzem „spornego meczu” Ryszardem Trojanowskim z Krakowa.
- Nie pamiętam tej sytuacji. Spróbuję się czegoś dowiedzieć i to wyjaśnić – zapewnił wczoraj, tuż przed zamknięciem numeru.
I jeszcze jeden paradoks – Pogoń o walkowerze dowiedziała się… z mediów. Pismo w tej sprawie otrzymała na skrzynkę elektroniczną w poniedziałek (po meczu z Księżakiem), po tym jak jej trener, niedowierzając doniesieniom, wykonał telefon do centrali.
- Jak ja mam 16-, 17-letnim chłopakom oznajmić, że im odebrano wygraną, którą uczciwie wywalczyli na boisku – zastanawia się Tomasz Michalak.