Zmarli krzywdy nie wyrządzą
DAMIAN WICHER
Rozmowa z technikiem tanatokosmetyki i toalety pośmiertnej Domu Usług Pogrzebowych
w Prudniku. Na prośbę rozmówcy nie podajemy jego personaliów.
Eksperci w tej dziedzinie są zdania, że to, co dzieje się z naszym ciałem po śmierci, nie powinno być tematem tabu. Ocenę pozostawiamy Państwu.
- Dlaczego podjął się pan akurat takiego zajęcia?
- Przeważyły sprawy finansowe i brak perspektyw zatrudnienia w innym miejscu na terenie Prudnika. To praca jak każda inna. Ktoś ją przecież musi wykonywać.
- Kim pan jest z zawodu?
- Elektromonterem instalacji mieszkaniowych. Posiadam też uprawniania kierowcy i palacza centralnego ogrzewania.
- Długo już pan pracuje w domu pogrzebowym?
- Szesnasty rok. Przyszedłem zapytać o wolny etat i tak już tu zostałem.
- Jak po raz pierwszy zareagował pan na widok i zapach ludzkich zwłok?
- Sam widok i ich odór mi nie przeszkadzały. Problemy miałem z przełamaniem bariery dotyku ciała zmarłego. Początkowo jedynie przyglądałem się, jak swoje obowiązki wykonują koledzy. Oswajałem się stopniowo. Zacząłem ostrożnie, od naciągnięcia skarpetek, włożenia butów. Z biegiem czasu w końcu przywyknąłem.
- Z czego ten opór wynikał?
- Nie wiem. Jakoś mi myśli nie pozwalały na kontakt cielesny.
- Miewa pan czasem chwile w prosektorium, kiedy odczuwa strach?
- Nie. Mogę przyjść do pracy nawet w środku nocy i przebywać sam w chłodni pełnej ciał. Przecież zmarli krzywdy nikomu nie wyrządzą. Obawiać, to się należy żywych.
- I nigdy nie kłębiły się w pana głowie urojone, tajemnicze odgłosy?
- Nigdy. Nieraz coś mi się tylko przyśni. To znak, że jestem przemęczony. Biorę wtedy tydzień urlopu i odpoczywam psychicznie.
- Te sny są drastyczne?
- Nie. Nic strasznego. Śni mi się np., że zaopatruję zmarłego, a on nagle się poruszy.
- Gdyby miał pan najprościej scharakteryzować swoje wnętrze…
- Jestem osobą wrażliwą. Na widok zmarłego dziecka lecą mi łzy przy ubieraniu. Nieraz aż nie mogę, tak mnie ściska w dołku. Żal, gdy odchodzą tak młodzi ludzie, którzy mieli przed sobą całe życie.
- Wracając do domu potrafi pan zapomnieć o pracy?
- W ogóle o niej nie rozmawiam. Nawet z żoną. Gdy ktoś próbuje czegoś się ode mnie dowiedzieć, nie podejmuję tematu. W domu nie rozpamiętuję tego, co robiłem przed południem. Tak samo, kiedy wychodzę ze znajomymi na piwo. Funkcjonuję normalnie.
- Jak się pan relaksuje?
- Zajmując się wnuczętami, doczekałem dwóch wnuków i dwie wnuczki. Lubię sport.
- Rozumiem. Przejdźmy do aspektów technicznych, czym się pan właściwie zajmuje?
- Wszystkim od A do Z. Zaczynam od przewozu. Bierzemy samochód i udajemy się dajmy na to do szpitala. Przywiezione ciało umieszczamy w chłodni. W międzyczasie przygotowujemy na cmentarzu miejsce pochówku i szykujemy kaplicę. Bezpośrednio przed pogrzebem zmarłego myjemy, suszymy i ubieramy.
- Czy na życzenie klientów konserwuje pan ciała?
- My takich zabiegów nie wykonujemy. Zapewne ma pan na myśli tanatopraksję, coś w rodzaju balsamacji. Polega to na wypompowaniu krwi i wstrzyknięciu do żył i tkanek formaliny. Wtenczas ciało zachowuje naturalny wygląd nawet kilka lat. Nie dochodzi do gnicia. Kurs tanatopraksji trwa rok i jest bardzo drogi - kosztuje około 20 tys. zł. Kosztowna jest również taka usługa. Zobaczymy, może się kiedyś na niego skuszę.
- A pan jakie kursy ukończył?
- Tanatokosmetyki, toalety pośmiertnej i zabezpieczania wycieków. Szkoliłem się w Zakładzie Medycyny Sądowej w Gorzowie Wielkopolskim.
- Wycieków…?
- Zabezpieczam naturalne otwory - uszne, nosa, narządów płciowych i odbytu. Robi się to po to, żeby nie wyciekały przez nie krew czy płyny opłucne. Chodzi o walory estetyczne. W przeciwnym razie doszłoby do zaplamienia ubrań. A i my mielibyśmy utrudnioną pracę przy myciu czy ubiorze.
- Jak to się robi?
- Przy użyciu gazy i specjalnego proszku, który daje galaretowatą, nieprzepuszczającą konsystencję. To nie jest takie proste, wymaga sporych umiejętności i wprawy. Dodam, iż jestem jedną z trzech osób na Opolszczyźnie, która taki kurs ukończyła. Sfinansowało mi go moje szefostwo.
- Zdarza się panu wykonywać drobne zabiegi, nazwijmy je chirurgicznymi?
- Tak. W razie potrzeby zszywam rany i zaklejam je plastrami. Jeżeli ciało jest porozrywane, np. są oderwane kończyny od tułowia, mamy prawo odmówić ubioru. Gdy następuje potrzeba sekcji zwłok, ciało wieziemy do Opola, gdzie zszycia poszczególnych części dokonuje prosektor.
- Odmawia pan ubioru, bo…
- Bo dbam o swoje zdrowie. Podobnie możemy postąpić w przypadku zmarłego, który był czymś zarażony lub poważnie chory. Informacje takie przekazują nam lekarze.
- Najbardziej drastyczny widok, z którym przyszło się panu zmierzyć…?
- Chociażby po wypadku kolejowym, kiedy trzeba pozbierać do worka fragmenty zmasakrowanego ciała. Nierzadko policja nas na nie naprowadza.
- Uczestniczy pan przy
ekshumacjach?
- Tak. Ja się nie boje niczego.
- Pewnie wymagają one zabezpieczeń po zęby?
- Od stóp do głów. Kombinezony, maski czy rękawice są jednorazowego użytku. Po ekshumacji oddajemy je firmie utylizacyjnej. Podobnie worki po zwłokach.
- W jakim stanie zastaje pan ciało po kilku miesiącach od pochówku, bo rozumiem, że i takie ekshumacje pan przeprowadza?
- W zasadzie, w normalnym. Jest tylko nieco zsiniałe. Ciało w grobie może zachować się nawet po trzydziestu latach. Oczywiście zniekształcone i o ciemnym zabarwieniu, ale nadal ciało.
- 30 lat… Jak to?
- Jest dokładnie tak, jak mówię, jeśli leży w wilgotnym, gliniastym terenie. Proces rozkładu przebiega bardzo powoli dzięki wodzie, która ma właściwości konserwujące. W suchej glebie po kilku latach znajdziemy już tylko kości. No i strzępy ubrań skórzanych, np. buty czy paski.
- Co najczęściej ludzie składają swoim bliskim do trumien?
- W zasadzie wszystko.
- Na przykład…
- Dzieciom - zabawki. Dorosłym - papierosy, alkohol, jakiś obrazek, figurkę, okulary, laskę, kapelusz, zdarzają się i pieniądze. To z czym zmarły za życia był związany. Jesteśmy do dyspozycji rodziny, spełniamy każdą prośbę.
- Przygotowywał pan kiedyś do pochówku kogoś ze swoich znajomych?
- Kilku kolegów już pochowałem.
- Miał pan dylemat?
- Nie. Pięć lat temu zmarł mój ojciec i też go ubierałem. Niekiedy rodzina sama ubiera swoich bliskich. Bez żadnego problemu udostępniamy prosektorium.
- Pańskim zadaniem jest również upiększanie zmarłych. Wbrew pozorom, to chyba nie takie łatwe, zwłaszcza, gdy zabiera się za to mężczyzna?
- Po to właśnie zrobiłem kurs tanatokosmetyki. Wiadomo, że nie wykonam makijażu i nie uczeszę tak, jak w profesjonalnym salonie, ale staram się i wychodzi mi to chyba nienajgorzej. Skarg, że kogoś np. pomalowałem za ostro, do tej pory nie było.
- Dziękuję za rozmowę i oddaję panu wielki szacunek.
Komentarze użytkowników
DODAJ KOMENTARZ
.............. jasne ze sie nie boi,bo oni dostaja kilka litrow spirytusu,bo bez wodeczki by tego nie robili ... praca to nie przyjemna i trzeba to zalac i wtedy jakos to idzie..bbrrr
Napisał(a): chichot_smiertki, 2010-01-21 02:32:24
A GLOBUS JESCZE TAM ROBI????
Napisał(a): PARAFKA, 2010-01-20 19:40:04
I zaś plagiat. Taki wywiad czytałem już na Onecie .
Napisał(a): blablabla, 2010-01-20 19:19:49